Słów kilka

Wielka Szóstka

Superbohaterowie, roboty, nerdy i połączenie kultur? To żaden odgrzewany kotlet – twórcy „Wielkiej Szóstki” jedynie inspirowali się klasycznymi, sprawdzonymi daniami, a sami postanowili upichcić coś własnego. Efekt smakowity, lekkostrawny i krzepiący.

Wielka Szóstka

W filmie – jak w kuchni – ze zwyczajnych składników można przyrządzić coś niesamowitego. Gdyby Walt Disney zajmował się gastronomią, wszystkie sieciowe restauracje miałyby sporą konkurencję. Słynny producent zapoczątkował nie tylko największą korporację mediową na świecie, ale przede wszystkim stworzył filmową markę, na której wychowywały się pokolenia. Kolejna pozycja w disneyowskim menu – „Wielka Szóstka” – nie zawodzi ani trochę.

Zaczyna się podręcznikowym przedstawieniem świata i wprowadzeniem bohatera: w fikcyjnym mieście San Fransokyo (połączenie San Francisco z Tokio – ciekawy, choć dla mnie niezrozumiały zabieg) odbywają się nielegalne walki robotów, w których bierze udział trzynastoletni Hiro Hamada. Jak łatwo przewidzieć, chłopak wygrywa walkę, okazując swój technologiczny geniusz. Chwilę później wpada z tego powodu w kłopoty, z których wyciąga go starszy brat. Z kolejnych scen wynika, że ich rodzice zginęli, a chłopców wychowuje ciotka. Jest jak w klasycznej disneyowskiej bajce: utalentowany outsider znajduje w życiu cel i staje przed problemami dojrzewania.

Hiro chce pójść w ślady braty i studiować na prestiżowej politechnice. By się tam dostać, musi wyróżnić się w corocznym konkursie; z pomocą brata i jego przyjaciół tworzy tysiące miniaturowych robotów, którymi steruje się za pomocą neuroprzekaźnika. Prezentacja wynalazku robi wielkie wrażenie, a chłopak oprócz zaproszenia na uczelnię dostaje inną propozycję: milioner chce kupić od niego patent na mikroboty. Hiro odmawia. Chwilę później politechnikę ogarnia pożar i od tego momentu akcja filmu się rozkręca – główny bohater musi odkryć, kto za tym stoi, a potem uratować miasto. Nie obędzie się oczywiście bez pomocy innych nerdowni (jak sami siebie nazywają), z którymi Hiro skompletuje tytułową Wielką Szóstkę. Poza uczynieniem studentów politechniki superbohaterami, w scenariuszu znalazło się kilka innych zaskakujących elementów, jednak większość wydarzeń da się przewidzieć. Ale czego oczekiwać po produkcji dla młodszych widzów? Akcji poplątanej jak kabelki od słuchawek?

Disneyowscy twórcy znają swoje atuty. Tym razem prawdziwym asem okazuje się Baymax – pulchny, biały i przesympatyczny robot-opiekun. Pojawia się na dźwięk okrzyku bólu, a wraca do swojego pudełka, gdy pacjent oznajmi: „jestem zadowolony z opieki”. W polskiej wersji przemawia głosem Zbigniewa Zamachowskiego (pasuje idealnie). Jego wypowiadane troskliwym tonem kwestie bawią na tyle, że przy pełnej sali kinowej można spodziewać się deszczu popcornu wywołanego wybuchami śmiechu dorosłych (dzieci raczej nie zrozumieją pytania nastolatka o poranny namiot…). Z kolei urocza nieporadność robota odświeża slapstickowy humor, na który najmłodsi widzowie nie pozostają obojętni.

Inne postaci też są całkiem oryginalne i zabawne; podobnie ich dialogi. Zażenował mnie tylko moment, gdy jedna z Wielkiej Szóstki, Honey Lemon, wyciąga telefon i robi „selfie”. Może Disney chciał postawić na realizm i pokazać kawałek współczesnego świata? Wtedy równie dobrze mógłby stylizowanemu na rastafarianina Fredowi wcisnąć do ust skręta. Dzieci są podatne na sugestie i łatwiej ulegają tymczasowym modom. Warto zadać sobie pytanie, czy cechy pokolenia facebooka powinny być eksponowane w „bajkach”?

Twórcy „Wielkiej Szóstki” mieli jednak na uwadze naprawdę mądre przesłanie płynące z filmu: nawet outsider dzięki wiedzy i determinacji może stać się kimś znaczącym, ale nie powinien tego wykorzystywać do złych celów. Może to nic nowego, jednak tysiące reżyserów, którzy ponieśli porażkę, wiedzą, jak trudno jest przekazać proste prawdy w sposób, który nie wyda się patetyczny lub infantylny. Don Hall i Chris Williams znaleźli złoty środek: nakręcili film, który nie rozczaruje dzieci ani nie zanudzi dorosłych. „Wielka Szóstka” to dowód na to, że najlepsi kinowi rzemieślnicy z Hollywood robią w animacji.

Posted in akcja, animacja, komedia, Recki | Tagged , , , | Leave a comment

Komentarze

Zostaw nam komentarz!

Cinemacabra