Słów kilka

W poszukiwaniach Czarnej Kasi, czyli o przypadku bazarowych tłumaczeń.

Mikołaj Baranek z 2x45 rozlicza się z rosyjskimi tłumaczeniami gier na polski. Oprócz sporej dawki ciekawych informacji możemy zapewnić, że chociaż raz padniecie wraz z krzesłem na podłogę, turlając się ze śmiechu.

W poszukiwaniach Czarnej Kasi, czyli o przypadku bazarowych tłumaczeń.

Niektóre rzeczy zapamiętuje się do końca życia. Mniej lub bardziej ważne, co nie zmienia faktu, że darzymy je wielkim sentymentem. Czymś takim są dla mnie stadionowe tłumaczenia. Mimo że to taka popierdółka, przywołuje mi wiele wspomnień. Postarałem się wszystko zebrać w jednym tekście. Zapraszam

Niedola polskiego gracza
Na początku XXI wieku ceny gier sięgały dwóch stówek, dystrybutorzy najczęściej nie tłumaczyli nawet instrukcji, a mało kto miał dostęp do internetu. Pewnego więc dnia grupy zapaleńców postanowiły wydawać tytuły w naszym rodzimym języku i to za kilkanaście złotych. Oczywiście niezgodnie z prawem, więc sprzedawali je na rynku, giełdach i osławionym już Stadionie Dziesięciolecia. Wiecie, co było jednak najdziwniejsze? Ten biznes rozkręcali głównie… Rosjanie! Czasami zdarzyło się, że przy stoisku stał człowiek zza wschodniej granicy, który po polsku potrafił tylko kilka słów. Widząc, że nie może się dogadać, interes ubijał samymi gestami. Nic dziwnego, że co poniektórzy rezygnowali z kupna. Ale też znajdowali się szczęśliwi nabywcy. Niezrażeni okładką, w której informacje są niezrozumiałe, mimo że napisane znajomym słownictwem. Na szczęście instalacja nabytego produktu przebiega pomyślnie i dwukrotnie naciskają na ikonkę .exe. Czarny ekran, zaczynają się niecierpliwić, chcą już oddać kupiony przedmiot, ale jest! Pojawiło się intro, a tam zonk. Głos jakiś dziwny, dykcja do podtarcia wiadomo czego, przerwy między zdaniami poskracane programem do edycji dźwięku, błąd za błędem. Aż chciałoby się rzec: „Welcome in my world. Stadionowy dubbing”.


Jeden z wielu filmików podkreślających geniusz słowiańskich braci.

Pożółkła kartka z kroniki gier wideo
Tutaj kilka(naście) zdań poświęcimy historii „alternatywnych” polskich wersji. Wychodziły w latach 2000-2002. Początkowo specjalizowało się w tym kilka ekip. Nie tylko z Rosji, choć później jedynie oni działali na naszym rynku. Pamiętam płytę z „Tomb Raider Chronicles”, na której widniał węgierski mail. Tak, tak można było się z nimi skontaktować i wymienić się opinią! Spróbowałem w 2004 roku, ale niestety otrzymałem wiadomość zwrotną, że skrzynka nie istnieje. Wracając do tematu – jedni tłumaczyli tylko napisy, a inni zajmowali się tekstem pisanym i mówionym. Ich „dzieła” sprawiały nawet czasami problemy techniczne. Na przykład w „No One Lives Forever” nie mogłem zapisać ustawień, przez co musiałem strzelać znakiem… „\”. Kiedy jednak zmieniłem język, nie miałem z tym problemu.


Język wybierało się z takiego menu.

Co ciekawe, niektóre pozycje występowały w dwóch polskich wersjach. Na przykład „Age of Empires II” i „Nox”. Tutaj nastąpi mała dygresja. Nie zapomnę, jak przy „Noxie” poproszono mnie o wpisanie CD-Keya, pomimo że… go nie posiadałem. Spróbowałem wpisać same zera. Zadziałało.


Która wersja Waszym zdaniem wypadła lepiej? Dobra, wiem, że to wybór między młotem a kowadłem.

Tworzyli na dwóch platformach – PSX i PC. Konsolę SONY „obdarowali” m. in. „Syphonem Filterem 2″, „Soul Reverem” i „Driverem 2″. O tym nic więcej nie napiszę z jednego prostego powodu – nie posiadałem tego sprzętu.

Parafrazując Rosjan – „Kjerownica 2”

Piratom nie robił różnicy gatunek gry. Od strzelanki, po strategię, aż do sportowych. Dobrze, że chociaż w FIFIE nie dali nam usłyszeć swego kunsztu. Nie dałoby się grać, jeśli z głośników płynęłaby ciągle łamana polszczyzna. Zajmowali się dobrymi pozycjami, jak i crapami. Kojarzycie w ogóle „Vietnam 2: Special Assignment”? Jeżeli nie, to niczego nie straciliście. Średnia ocen waha się w okolicy trzech na dziesięć punktów. To nie koniec. Co powiecie o grach… dla dzieci? Rosjanie najmłodszym ułatwili odbiór „Hugo 3D”, „101 Dalmatyńczyków” i pierwszych dwóch części „Harry’ego Pottera” (mój brat płytę z „Komnatą Tajemnic” podpisał… Harry Porter 2). Parafrazując Siarę z „Kilera”: „Mieli rozmach, skurwisyny”. Według mojej wiedzy pierwszą grą rozpoczynającą działalność „piratotłumaczy” był „Quake III Arena”. Tę wersję można jeszcze pobrać z torrentów (żeby nie było – nie propaguję nielegalnego ściągania). Miałem wrzucić próbki audio, ale znalazłem filmik z gameplayem:

„Polski” Q3 w całej okazałości. Zwróćcie uwagę na komunikaty na górze ekranu w zielonym kolorze.

Z czasem ten biznes przestał się opłacać. Rodzimi dystrybutorzy wzięli się do roboty, nie dając zarobić na chleb bohaterom tego tekstu. Coraz rzadziej widzieliśmy okładki z frazą „Polska + Angielska Wersja”. Jesienią 2001 zaprzestano dubbingowania, który pod koniec był jedynie „szeptanką” (głośniejsze kwestie polskie nałożone na cichsze oryginalne). Od początku 2002 roku Rosjanie cięli koszty. Z danej produkcji usuwali filmiki, dzięki czemu zamiast dwóch płyt nagrywali jedną, jak np. w „Medal of Honor Allied Assault”. Ostatnia „pykanką” wydaną z ich rąk to „FIFA 2003″, wydana w listopadzie. Tragedia. Brak niektórych liter, beznadziejna czcionka, dziwnie przetłumaczone zdania, usunięty komentarz, wydłużony czas ładowania w stosunku do oryginalnej wersji. Przeważnie czekałem dwie minuty na to, aby włączył mi się mecz!


Ekwipunek?!

Kwestie techniczne
Kiedy wyobrażam sobie tworzenie bazarowego spolszczenia, przychodzi mi na myśl mały duszny pokój, w którym siedzą cztery osoby – „aktor”, tłumacz, dźwiękowiec i osoba odpowiedzialna za dostęp do edycji plików. Tłumacz i dźwiękowiec gotowy projekt przesyłają drogą mailową do kolegi siedzącego w garażu, który przez cały dzień „wypala” kolejne płytki. Obok niego inna osoba tworzy okładki i je drukuje. Innego obrazu przed oczami nie mam.Nie mam pojęcia, jak to możliwe, że przy niektórych grach napisy w ogóle nie współgrały ze słowem mówionym. Dwie osoby oddzielnie przełożyły to samo? Bez sensu.

Nie zdziwilibyśmy się, jakbyśmy w „Medievil 2″ dzięki rosyjskiemu dubbingowi poznali alternatywne zakończenie.

Z czasem odchodzili kolejni członkowie „załogi”. Dlatego zamiast normalnego dubbingu mieliśmy wcześniej wspomnianą „szeptankę”. Wideo w ogóle nie ruszano lub kasowano, bo nie wiedziano, jak usunąć oryginalną ścieżkę z zachowaniem muzyki.

Przykład fuszerki. Brak podkładu w trakcie kwestii rosyjskiego pirata. Wideo z „Commandos 2: Men of Courage”.

A dlaczego wspomniałem tu tylko o jednym „aktorze”? Bo więcej ich nie było. Jeden człowiek odpowiedzialny był za wszystkie postacie, kobiety także. Rzecz jasna modulował głosem (albo przynajmniej się starał), ale efekt wychodził komiczny. Wszystko nagrane niską jakością byle jak i bez dubli na jakimś dyktafonie.
W Stevangerze czy w Stavangarze? Audio z Commandos: Behind Enemy Lines
Jeżeli pirackim wydawcom trochę się nudziło, robili sobie żarty. Szkoda tylko, że potem gracz słyszał to w trakcie rozgrywki.
Bez komentarza. Audio z Soldier of Fortune
Ten facet z drugiej próbki znał się na rzeczy. Potrafił zagrać bandziora, a chwilę później przedstawicielkę płci żeńskiej. Co prawda ta przedstawicielka brzmiała jak kastrat, ale liczą się chęci. Do tego gdyby zorganizowano mistrzostwa świata w najszybszym mówieniu, pewnie zgarnąłby główną nagrodę.

Aby ktoś przed monitorem nie połapał się, że to „teatr jednego”, dodawano komputerowe efekty, które pogorszały jeszcze bardziej jakość dźwięku. Jeśli zrozumiecie poniższą przykładową kwestie, to jesteście naprawdę dobrzy.
Ja tam usłyszałem „Ser wieje miodem”. Audio z Max Payne’a
Chyba nie o to chodziło twórcom tłumaczenia, prawda?
Najczęściej polska wersja była w formie nakładki podmieniającej pliki o wdzięcznej nazwie „setuppl” dostępnej po instalacji. Gdy jednak ona nie przypadła nam do gustu, należało usunąć całą grę i wgrać ją jeszcze raz bez korzystania z „setuppl.exe”.


Autorun z Serious Sam: Pierwsze Starcie.

Wspomnień czar
Lato 2000. Do wujka przyjeżdża mąż chrzestnej i przywozi mojemu bratu grę z legendarnej korony Stadionu Dziesięciolecia. Jak się okazało, był to pakiet „Commandosów 2w1: Behind Enemy Lines + Beyond the Call of Duty”. Jeszcze wtedy w domu nie posiadaliśmy komputera, więc starszy potomek przy tych grach spędził prawie całe wakacje. Ja natomiast wiecznie patrzyłem i śmiałem się z tekstów rzucanych przez Zielonego Bereta. „A co Was popierdoliło?” pamiętam do dziś. Rok później, już z własną „skrzynką”, poznałem drugą odsłonę serii. Naturalnie z bazarowym spolszczeniem. Powiem jedno – dla mnie tylko taka wersja jest grywalna. Podziałały tak dziesiątki godzin za linią wroga wraz ze wspomnianym wcześniej „aktorem”. Niezapomniane w jego wykonaniu „Chodźmy chopy”, „Ćwiczono mnie w tym” i „Sukinsyn” po utracie przytomności Szpiega dodawały smaczku. W międzyczasie napotkałem też na „Project I.G.I.”. Możecie nie wierzyć, ale mi polska wersja aktywowała się, jak włączyłem produkcję z pulpitu i autoruna. To jeszcze nie wszystko. Stęskniony za stadionowym „Rainbow Six: Rogue Spear” wgrałem oficjalnego patcha i niespodziewanie pojawił się nasz język. Nie mam pojęcia, dlaczego tak się stało. Magia starych czasów. Powyższe momenty spowodowały, że zacząłem się interesować nielegalnymi polonizacjami. Nawet w jednym miejscu zebrałem wszystkie płyty, które je posiadały, aby ich nie zgubić. Niestety „skarby” ktoś najwyraźniej wyrzucił do śmieci bez mojej zgody. Część odnalazłem w internecie, a z reszty pozostały jedynie wspomnienia. Co straciłem? „Command and Conquer: Renegade”, „Spider-Man: The Movie”, „Hitman 2 Beta”, „Gangsters 2″, „Il-2 Sturmovik”, „Blade of Darkness”, „No One Lives Forever”, „Silent Hunter 2, Delta Force: Land Warrior”, „Tomb Raider: Chronicles”. Trochę tego było…

„Jam jestem pewny, że znać polska mowa”
Poziom znajomości naszego języka przez wschodnich piratów był znikomy. Pewnie tłumaczem był jakiś student, który w Polsce spędził kilka miesięcy. Jeśli czegoś nie znał, to patrzył w słownik i brnął dalej. Nie patrzył w ogóle na to, czy zdanie ma jakikolwiek sens. O ich błędach można napisać książkę. „Działo kolejowe” z „Quake 3 Arena” zna każdy niecasualowy gracz. Postaram się wytknąć najciekawsze pomyłki, o których jeszcze nikt nie wspomniał. Przy „Żołnierzu Fortuny” wyszło na przykład na jaw, że nie znają polskich przysłów. Otwarte czy rozwarte – co to za różnica?
Audio z Commandos 2: Men of Courage
Znowu muszę wspomnieć o „Commandosach”. Z jedynki pamiętam zdanie „Niemcy myśleli, że oni myślą”. W dwójce natomiast w misji „Gigant w Haipongu” miałem dwa następujące cele: uwolnić snajpera i uwolnić… snajpera. W tym ostatnim przypadku chodziło o sapera. To potwierdza, że nikt nie sprawdzał tłumaczeń przed sprzedażą. Dlatego wychodziły takie kwiatki. Naprawdę przydałoby się to w przypadku „Sheep Dog n’ Wolf”. W menu podczas gry mieliśmy „wyjś” i „wyjść”. Naciśnięcie pierwszego oznaczało przejście do ekranu startowego. Drugiego zaś wyjście do Windowsa. W obydwóch przypadkach dokonywaliśmy wyboru między „tak” a… „ni”. Pseudotłumaczenie uznano za jedno z najgorszych w historii. Ale szczyt osiągnęli w „Spider-Manie”. Występuje w nim Felicia Hardy, czyli Czarny Kot. W oryginale nazywa się rzecz jasna Black Cat. Jak się okazało, dla „stadionowców” było to za ciężkie i „cat” przetłumaczyli jako… imię żeńskie, Kate! Czarny Kot zatem stał się Czarną Kasią. Nieźle. Ich inwencji twórczej można jeszcze napotkać przy „Maxie Paynie”. Rozdział III według oficjalnego wydawcy nazywa się „Odrobinę bliżej nieba”. Piraci pokusili się o więcej kreatywności. Trzymajcie się krzeseł, bo może Was to zaskoczyć.


„Bliżej do bezpieczeństwa” – użyte od pierwszego etapu („stadionowcy” zapomnieli wpisać liczby) do trzeciego i od piątego do szóstego.

Gra wydana przez CD Projekt? Nie sądzę.
Okładki mają zachęcać graczy do kupna – z takiego założenia wyszli ówcześni rynkowi tłumacze. Dali więc informację, że jest profesjonalna polska wersja językowa autorstwa… CD Projekt. Oczywiście bez zgody warszawskiego dystrybutora. Tylko dlaczego powielili tę wiadomość, dając napis w dolnej części „Polska + Angielska Wersja”? Tył okładki to już pomieszanie z poplątaniem. Niby CD Projekt, a screeny są po angielsku. Niby CD Projekt, a nazwa gry nie została przetłumaczona. Niby CD Projekt, a w opisie gry pełno błędów językowych, stylistycznych i składniowych. I wreszcie niby CD Projekt, a pod spodem jakiś mail „plgames@mail.com”. Zresztą zobaczcie sami:


„On zaczyna tańczyć po budynkach” kojarzy mi się z „Ona tańczy dla mnie”.

Aktualna dostępność „rusospolszczeń”
Tylko kilkanaście tytułów można znaleźć na chomikuj.pl, a same tłumaczenia ewentualnie na stronach ze spolszczeniami. Ze znajdowaniem kolejnych z roku na rok będzie coraz trudniej. Ludzie bowiem pozbywają się niepotrzebnych rzeczy, a do takich stare płyty niewątpliwie należą. Pozostaje tylko pytanie się użytkowników na różnych forach internetowych. I także proszenie tych o wysłanie, którzy wspomnieli otwarcie o posiadaniu bazarowej wersji. Może się zgodzą, jak np. Pawlik, który podesłał mi „Spider-Mana”. Ciekawa rzecz spotkała przy „Max Paynie”. Kilkanaście miesięcy temu napisałem posta z informacją, że poszukuję stadionowej polonizacji do tego tytułu. Mijały kolejne dni i nic. Straciłem już nadzieję usłyszenia nieoficjalnego dubbingu. Ale pod koniec stycznia otrzymałem wiadomość na Gadu-Gadu od osoby, która go posiada! Natknął się na mnie, bo z ciekawości chciał sprawdzić, czy ktoś nie potrzebuje skorzystać z efektów pracy rosyjskich piratów. Zaproponował udostępnienie, a ja bez wahania się zgodziłem. Jak tylko dostałem plik „setuppl.exe”, natychmiast przesłałem dalej, na grajpopolsku.pl. Dzięki Paweł.


Na zakończenie chciałbym podziękować Pawlikowi, który zaproponował mi napisanie tego tekstu. Co prawda czekał prawie… siedem miesięcy, ale mam nadzieję, że się nie zawiódł. Damian, przepraszam, dopiero teraz znalazłem odpowiednią ilość wolnego czasu, aby skrobnąć ten artykuł. Z mojej strony to tyle. Idę kontynuować swoją przygodę z Czarną Kotem. A jakąś Kasię pewnie spotkam później, ale na pewno nie w Spider-Manie.

O, prawie bym zapomniał. Jednego z pirackich tłumaczy najwyraźniej zatrudniono w Ubisoftcie. Podjął się zadania przełożenia napisów trailera do Assassin’s Creed IV, który jest o… piratach. Mieliśmy się bardziej wciągnąć w klimat morskich grabieży?

Posted in Felietony | 1 Comment

Komentarze

Zostaw nam komentarz!

Cinemacabra