Słów kilka

Tom

Nowy film Xaviera Dolana to bardzo poważne i mocne dzieło, z solidnym aktorstwem i przepełnioną napięciem atmosferą. Niestety, raczej tylko dla widzów gustujących w thrillerach.

Tom

Filmy Xaviera Dolana są ucztą dla zmysłów. Pozwalają nacieszyć oczy, uszy, a także umysł. Nie inaczej jest w przypadku jego najnowszego dzieła o tytule „Tom” – który na pierwszy rzut oka wydaje się być filmem osadzonym w klimatach, które Dolan bardzo lubi. Opowiada więc historię relacji między ludźmi, zazwyczaj między dwójką głównych bohaterów. Mało obchodzi nas tło – reżyser nie zajmuje się pokazaniem nam fabuły, a przedstawieniem stosunków między bohaterami, ich słów, reakcji i uczuć. „Tom” oczywiście w dużej mierze na tym polega, jednak sama fabuła także ma tu znaczenie (stąd pewnie klasyfikacja tej produkcji jako thriller). Wiemy, że będzie jakiś koniec, pewien cel, który bohater osiągnie lub nie, a w związku z czym możemy mu kibicować lub nie – to coś, co w poprzednich filmach Dolana nie było tak uwidocznione. Do tej pory nie było spektakularnych zakończeń, które obchodziłyby widza. Tym razem jest inaczej.

Tom (Xavier Dolan) po śmierci swojego ukochanego jedzie na jego pogrzeb, który odbywa się w rodzinnych stronach zmarłego. Oznacza to wyjazd z metropolii na wiejskie tereny (trudno mówić o jakiś wsiach, jest to raczej zbitka wielkich farm), co pokazuje kontrastu między dwoma światami. Ludzie wszędzie są tacy sami, tylko samo środowisko wpływa na ich mentalność i postawę wobec innych, swoich i obcych. Na wsi wszyscy się znają, więc każda podejrzana osoba z zewnątrz jest od razu przez społeczność wykluczana. Jest nią brat zmarłego, Francis (Pierre-Yves Cardinal), nielubiany za swoją powszechnie znaną brutalność. Tom przekonuje się o tym na własnej skórze, kiedy po pogrzebie zostaje kilka dni dłużej na prośbę matki, Agathe (Lise Roy).

Szybko okazuje się, że Agathe nie wiedziała o homoseksualiźmie syna, a gościa uważa za jego kolegę z pracy. Francis o wszystkim wiedział, nie podoba mu się obcy, a jednoczesnie musi tolerować go ze względu na matkę. Straszy go, maltretuje, a jednak Tom nie ucieka, tylko uzależnia się od Francisa. Ich więź ma kilka poziomów – z jednej strony oprawca zaczyna mu się podobać jako mężczyzna – milczący, przystojny brutal. Jednak, co wydaje mi się ważniejsze, Tom staje się substytutem swojego ukochanego, zaczyna nosić jego rzeczy, dla matki jest młodszym synem, dla Francisa bratem, którego stracił, gdy tamten wyjechał ze wsi.

Wydawałoby się, że Agathe jest w tle, jednak jest to bardzo silna postać, ciągle obecna. Wszystkie obecne wydarzenia dzieją się z jej powodu. To dla niej Tom przyjechał, przez nią został, przez samą jej obecność Francis jest taki pełen żalu i złości. Agathe nie jest ostoją spokoju, nią również targają emocje, jednak jej czyny są zrozumiałe i to sprawia, że gdy pojawia się na ekranie, widz odczuwa spokój. Choć Francis jej nienawidzi, przy niej jest spokojny, okłamuje ją tylko dla jej bezpieczeństwa.

Niby wszystko toczy się wokół zmarłego, ale tak naprawdę nie chodzi o pokazanie żalu po jego śmierci, próbę powrotu do rzeczywistości. Może Agathe tylko do tego pasuje, ona jedyna żyje odejściem syna, która jest dla niej zagadkowe. Umiera bardzo młodo, nikt jej nie wyjaśnił, jak to się stało, dlaczego na pogrzeb przyjeżdża tylko kolega z pracy, a Sara (Evelyne Brochu), podstawiona jako dziewczyna zmarłego, w ogóle nie przeżywa śmierci ukochanego. Bardzo pięknie Tom opowiada o pustce, w jakiej się znalazł, jedynie na początku filmu i kiedy relacjonował Agathe uczucia Sary, które podstawił jako swoje. Później zmarły ma znaczenie już tylko dla matki.

Każdy film jakoś musi się skończyć i mam wrażenie, że Dolan nie lubi tej części swoich dzieł. Dochodzi do tego momentu w na swój oryginalny sposób, ale sam akt bywa banalny. Nie oznacza to mniejszej wartości dla całego dzieła, po prostu nie czeka się na to. Dostajemy wycinek z życia, bardzo dziwnego życia, jakaś kończąca klamra i wszystko wraca do normy. W „Tomie” Dolan podał banalne zakończenie, ale w przeciwieństwie do innych dzieł, tutaj na nie się czekało.

Przemyślenia co do samej fabuły są tak przeróżne, a każdy może mieć inne, że zupełnie niesłusznie na samym końcu wspominam o samej realizacji dzieła. Dolan jak zawsze zachwyca swoją pomysłowością co do ujęć, cięciami kadrów, długością pokazywania pewnych rzeczy. Raczej na początku ma to znaczenie, kiedy nadal film jest bardziej opowiadany, ale nawet w momentach, kiedy akcja filmu przyspiesza, Kanadyjczyk pokazuje swoją dojrzałość w montażu.

„Tom” nie będzie moim ulubionym filmem Dolana. Wystarczająco męczą mnie thrillery, żeby po tak głęboki i ciężki jak ten nie sięgnąć jeszcze raz. To dzieło na pojedynczy seans – uwiedziona formą techniczną i kilkoma naprawdę genialnymi scenami stawiam wysoką ocenę, ale magia „Toma” działa chyba tylko za pierwszym razem.

Posted in psychologiczny, Recki, thriller | Tagged , , , | Leave a comment

Komentarze

Zostaw nam komentarz!

Cinemacabra