Słów kilka

Incepcja

Istna gratka dla fanów innowacji – psychologiczne kino akcji w najlepszym wydaniu! Zobacz, a zakochasz się w tej fabule i będziesz śnił o wędrówkach po umyśle Nolana… Kto wie, co się tam kryje?

Incepcja

incepcja banner

VISIONARY
Niewielu, ach, niewielu jest obecnie prawdziwie wizjonerskich reżyserów. Tim Burton pokazał, że czarny humor, groteska oraz duża dawka gotyckiej makabry potrafią zdziałać na ekranie cuda, zmieniając nawet XIX wieczny angielski musical w prawdziwą perełkę kinematografii. Guillermo del Toro, tworząc Labirynt Fauna, czy dylogię Hellboya, wprowadził nas w świat fantastycznych stworów, których paskudne gęby śniły mi się później po nocach (sny jak najbardziej cenzuralne, nie mam żadnych wynaturzonych fetyszy, jeśli o to chodzi). Bracia Wachowscy – a właściwie rodzeństwo Wachowskich, bo nie ma to jak zmiana płci na dobre samopoczucie – uraczyli nas genialnie obmyślaną i zmontowaną opowieścią o pewnym niepozornym programiście komputerowym, który dzięki swym hakerskim zdolnościom (i pewnej „pradawnej” przepowiedni) został wybrany na zbawiciela ludzkości, zagrożonej wytępieniem przez – o ironio – stworzone przez siebie maszyny. Gdyby nie Ci filmowcy, nigdy nie dane by nam było zobaczyć Sweeney Todda, Sierocińca, czy klasyka kina sci-fi, zwanego Matrixem. Każdy z nich posiada ów bezcenny dar, który sprawia, że ich dzieła są kinematograficzną ucztą i inspiracją dla wielu młodych twórców. Fakt, nie wymieniłem tu jeszcze kilku innych znanych nazwisk, takich jak Cameron, czy Spielberg, ale ich dzieła – może poza świetną stroną audiowizualną – nie potrafią raczej zaskoczyć niczym interesującym i godnym większej uwagi widza, który łaknie ciekawie opowiedzianej historii. Dlaczego jednak zacząłem w ogóle wspominać o tych wybitnych weteranach kinematografii?

incepcja2-zmniejszajka_pl

MASTERPIECE
Otóż, od pewnego czasu, jeden z amerykańskich reżyserów film po filmie udowadnia, że nie straszne są mu zabawy konwencją i wprowadzanie nowych, niewykorzystanych wcześniej rozwiązań. Począwszy od rewelacyjnego, mistrzowsko napisanego, zaskakującego rozwojem akcji (a nuż powinienem użyć sformułowania „regresem akcji”?) Memento i skończywszy na jednej z najlepszych ekranizacji komiksów wszechczasów, czyli Mrocznym Rycerzu, każdy film Christophera Nolana ma w sobie szczyptę geniuszu, który nadaje całości niespodziewanie oryginalnego i świeżego smaku, który sprawia, że chce się go odczuwać jak najdłużej i w jak największych ilościach. „Niesłychany klimat, wybitne aktorstwo, zmyślnie napisany scenariusz” – ten fragment można na luzie potraktować „ctrl + c”, wkleić do recenzji praktycznie dowolnego dzieła Nolana i być spokojnym, że się tam wpasuje. Batman Początek, Prestiż, The Dark Knight, a teraz Incepcja – doprawdy, aż wstyd nie obejrzeć i nie zachwycić się każdą z nowszych produkcji owego wizjonera kina dwudziestego pierwszego wieku. Są to obrazy dojrzałe, pełnokrwiste, mroczne, a jednak skrywające w sobie niespotykany dotąd urok, pozwalające widzowi na pełne oddanie się transowi seansu. Jak to jest, że ponad dwugodzinne projekcje nie męczą, a relaksują odbiorców oraz nakłaniają ich do przemyśleń i długich dyskusji na temat obejrzanego filmu?

incepcja6-zmniejszajka_pl

INDEED
Tak jak w Matrixie istniał platoński podział na świat idei (tytułowa matryca) i materii (brudna, szara, najeżona niebezpiecznymi robotami rzeczywistość), tak w Incepcji – prócz klasycznej rzeczywistości materialnej – istniała jeszcze druga, podświadoma. Aby się do niej dostać należało uśpić obiekt badany i z pomocą specjalnego urządzonka wtrynić się do jego snu. Co nam to daje? Ano na przykład to, że w ten sposób zyskujemy dostęp do informacji, których zdobycie inną drogą byłoby niemożliwe – nie wszystko przecież ulokowane jest w świadomości. O ile fabuła każdego z wcześniejszych wytworów Nolana owiana była szczyptą tajemnicy, a jej treść przepełniono nie do końca jasnymi wątkami, o tyle w przypadku Incepcji jest to po prostu jedna wielka spekulacja – a przynajmniej na to wygląda tuż przed napisami końcowymi, gdzie twórcy najwyraźniej postanowili zagrać widzom na nerwach (zobaczycie o co mi chodzi). Czy główny bohater żyje w prawdziwym świecie, czy jest po prostu turystą w jakimś niemal perfekcyjnie zaprojektowanym śnie? Kto był projektantem? Czy to aby na pewno jego sen? A może to wszystko dzieje się w umyśle chorego na boreliozę, padaczkę i ślepą kiszkę owczarka katalońskiego, będącego w głębokiej śpiączce? Tak, czy inaczej to najlepszy film dostępny obecnie w kinach (zaraz obok Toy Story 3) i przy okazji kandydat na miano „da best movie 2010”. Czy utrzyma pozycję? To się jeszcze okaże.


ZONK
obrazek incepcja
Hmmm…


Incepcja (by Alek)

banner incepcja 22

Sala wypełniona po brzegi. Widownia milczy, momentami tylko ciszę przerywają zduszone łzy i nieśmiały śmiech. Gdy na ekranie pojawia się napis Inception kończący trzygodzinny seans przez chwilę panuje cisza. Milczenie. Mija kilka sekund i powoli rozlegają się spontaniczne brawa. Po chwili brawo bije cała sala. Biję i ja, pełen podziwu, zaczarowany przez Incepcję.

Dom Cobb (Leonardo DiCaprio) to nietypowy złodziej. Potrafi zanurzyć się we śnie i wykraść z niego sekrety śniącego. Niestety eksperymentowanie ze snami doprowadziło go do sytuacji, w której oskarżony o morderstwo nie może wrócić do USA, gdzie oczekują go dzieci. Nie waha się więc, gdy otrzymuje propozycję od japońskiego biznesmena – Saito (Ken Watanabe) – by wykonać incepcję na Robercie Fischerze (Cillian Murphy). Polega ona na zaszczepieniu w umyśle śpiącego myśli, a nie tylko jej wydobywaniu. Jest to niemalże niemożliwe, bowiem żeby to zrobić, należy zapuścić się niebezpiecznie głęboko w świat snów. Wykonanie zadania ma Cobbowi ułatwić odpowiednia ekipa – Ariadne (Ellen Page), Arthur (Joseph Gordon-Levitt), Eames (Tom Hardy) i Yusef (Dileep Rao). Jeżeli wszystko się uda, Cobb i spółka dokonają największego skoku wszechczasów. Niestety powodzeniu zagraża poczucie winy Cobba za śmierć jego żony – Mal (Marion Cotillard) – która obnaża jego słabości w snach.

incepcja8-zmniejszajka_pl

W erze technologii 3D, którą filmowcy próbują ratować swoje toporne produkcje, Incepcja błyska prawdziwym potokiem imaginacji i wymiarów. Christopher Nolan, prawdziwy ojciec filmu, jego reżyser i scenarzysta, podobnie jak w Prestiżu, snuje fabułę, którą można interpretować na wiele sposobów. Niektórzy odbiorą „Incepcję” jako historię niemożliwego skoku, osadzoną w niezwykłym świecie snów. Oni rzeczywiście będą porównywać go do Matrixa (swoją drogą dziecinnie prostego i niedojrzałego przy fantazji Nolana) i filmów szpiegowskich. Ten wymiar Incepcji wciąga widza. Poraża bogactwem wyobraźni, ale ostatecznie nie wydaje się niczym ponad inteligentną rozrywką.

Jeżeli jednak ktoś spojrzy głębiej, to odkryje prawdziwą twarz filmu, zmyślnie uknutą przez Nolana. Wszystko zyskuje metaforyczną głębię, przenośne znaczenie. Sen zmienia się w film. Grupa Cobba staje się ekipą filmową – Dom reżyserem i scenarzystą, Ariadne scenografem, Eames aktorem, Yusef specem od spraw technicznych, Arthur asystentem reżysera, a Saito producentem. Robert Fischer, który poddany zostaje tytułowej incepcji, okazuje się widzem utworzonego filmu. Wspomniana incepcja zaś połączeniem widza z reżyserem, czymś co łączy twórcę z odbiorcą i decyduje o ponadczasowej wartości obrazu, czymś co decyduje, że film staje się arcydziełem.

incepcja7-zmniejszajka_pl

Cobb to filmowa metafora samego Christophera Nolana. Wprowadza do filmu swoje osobiste odczucia i myśli, tak jak w filmie Cobb wprowadza do snu swoją imaginację związaną z wyrzutami sumienia po śmierci Mal. Pozwala widzowi dowiedzieć się czegoś o sobie (Fischer i jego przeżycia na ostatnim poziomie jego snu), dzięki czemu widz przeżywa swoiste katharsis. Reżyser analizuje w filmie swoje własne przeżycia i konfrontuje się z nimi (tak jak Cobb z Mal), więc także przeżywa katharsis. Przez to widz i reżyser stają się sobie bliżsi, podobni. Nolan uważa ten układ za szczyt marzeń filmowca i cel jego misji.

Dzięki tej głębi Nolan sam osiągnął ów cel. Incepcja to absolutne arcydzieło. Reżyser poddaje osobistej interpretacji widzów, kiedy na ekranie panuje obraz jawy, a kiedy snu. Umożliwia liczne inne interpretacje i rozważania. Perfekcyjna strona techniczna ułatwia odbiór, ale także, co bardzo ważne w przypadku megaprodukcji, nie przeszkadza w nim. Bezbłędne, porażające i inspirujące efekty specjalne nie są efekciarskim zabiegiem, lecz jedynie hołdem złożonym przebogatej wyobraźni i bogactwu umysłu. Kapitalne, wytworne, będące połączeniem bezkresnej wyobraźni zdjęcia Wally’ego Pfistera wprowadzają film do grona najpiękniej sfilmowanych produkcji w dziejach kina i w dużej mierze decydują o niepowtarzalnym charakterze filmu. Muzyka Hansa Zimmera perfekcyjnie z nimi współgra, nadając Incepcji charakter psychodeliczny. Nie jest to, co prawda, w pełni świeża kompozycja Niemca – słychać w niej pobrzmienia znane z innych jego kompozycji, Pearl Harbor, Cienka czerwona linia, czy Helikopter w ogniu. Pomimo lekkiego braku oryginalności muzyka funkcjonuje w filmie świetnie, niektóre motywy ze ścieżki dźwiękowej, takie jak „Time”, czy „Dream is collapsing” wręcz fenomenalnie. Wszystko łączy niesamowity montaż Lee Smitha. Momentami otrzymujemy już nie tylko dwie, czy trzy jednocześnie mające miejsce sceny, lecz aż cztery! A wszystko to bez cienia chaosu.

incepcja5-zmniejszajka_pl

Co prawda Incepcja nie wnosi do kina żadnej nowej wybitnej kreacji aktorskiej, ale cała gwiazdorska obsada trzyma bardzo wysoki poziom. Najlepiej spisał się duet Joseph Gordon-Levitt – Tom Hardy. Pachnie on świeżością i humorem. Głęboką postać Doma Cobba bardzo dobrze przedstawił Leonardo DiCaprio, tworząc postać wielowymiarową i doświadczoną życiem. Marion Cotillard to piękna femme fatale, która w świecie snów momentami zyskuje demoniczny charakter. Ken Watanabe tworzy niejasną, niejednoznaczną postać, dzięki czemu widz nie wie, czego może się po nim spodziewać. Natomiast Cillian Murphy jako osłabiony, wrażliwy i niekochany syn celnie bije w naszą wrażliwość. Ellen Page wypada bodajże najsłabiej z całego grona, ale w roli ambitnej i zdolnej studentki przekonuje. Miło także zobaczyć Michaela Caine’a w tle.

Film łączy w sobie wiele różnych, czasami skrajnych emocji. To w pełni przemyślany, dojrzały obraz wyobraźni Christophera Nolana, który przekazuje widzom, że ze snu, którym dla niego jest tworzenie filmów, nie zamierza się budzić. Bo sen jest prawdziwy. Jest nim Incepcja. Chwila ciszy, która zapanowała po seansie była momentem przebudzenia widowni z tego snu. Podobnie jak ja, moi kinowi sąsiedzi nie chcieli się budzić. Nikt nie chciał. Nolan zahipnotyzował nas i przez 148 minut pozwalał nam dzielić swój sen. Jednak każdy sen się kończy. Pozostaje nam czekać na kolejny.


Incepcja (by Łukasz)

banner incepcja2

O Incepcji słyszałem już od dawna, mój młodszy brat (oddany fan pana Nolana) niemal codziennie zasypywał mnie nowymi wyciekami na temat tej produkcji. Zmuszany do wysłuchiwania o prawdopodobnych walorach tego filmu po prostu musiałem iść do kina zaraz po ciężkiej parogodzinnej drodze pociągiem z wakacji. Byłem, zobaczyłem i stało się coś, czego wręcz nienawidzę, mój młodszy braciszek miał racje.

incepcja4-zmniejszajka_pl

 

Po niezwykłych dochodach, jakie Warnerowi przyniosły obie części Batmana Nolan stworzył sobie pozycję tak wielką, że w końcu odważył się na film zupełnie autorski i, jak może się wydawać, dużo bardziej inteligentny niż poprzednie filmy. Trudno mi powiedzieć, czy Incepcja jest bardziej wymagająca niż Mroczny Rycerz, ale na pewno nie jest prosta. Dom Cobb jest pewnego rodzaju złodziejem. Jego profesja tym różni się od zwykłych napadów, że on samego skoku dokonuje…we śnie swej ofiary. Dość szybko spada mu oczywiście propozycja nie do odrzucenia, Cobb ma dokonać swego ostatniego wielkiego skoku, za co odzyska możliwość powrotu do domu i ukochanych dzieci. Ten ostatni skok ma być tym bardziej efektowny, iż budowę będzie miał szkatułkową. Dom przeskakiwać będzie do snu w śnie. Tu wtrącę od razu wielkie brawa dla Nolana za to, że nie gubi widza w poszczególnych poziomach snu, co było wielkim niebezpieczeństwem.

Cobb tworzy sobie grupę specjalistów, którzy muszą pomóc mu w całej akcji. Nolan sprytnie stwarza postać Ariadne (Page), która wprowadzana przez Cobba w tajniki skakania po snach wprowadzić ma też widza. Tu już jest ciężko, wszystko tłumaczy się pobieżnie i bardzo szybko. W efekcie i tak większości musimy sami się domyślać. Zbrodnią nazwać tego jednak nie możemy, gdyż reszta fabuły bardzo nam pomoże w połapaniu się o co chodzi.

incepcja3-zmniejszajka_pl

Strona techniczna filmu jest wręcz fenomenalna. Grzechem było by pominięcie Incepcji w tych kategoriach, gdy rozpocznie się wyścig po Oscara. Scena w hotelowym przedpokoju jest jedną z najbardziej zaskakujących scen, jakie widziałem w kinie (jak to miło, że kino umie jeszcze wciskać w fotel). Zmontowany jest w typowy dla Nolana sposób, szybki montaż i migające ujęcia znane nam już z Mrocznego Rycerza. Mnie osobiście one trochę drażnią, ale co kto lubi. To już kwestia gustu. Odebrać temu jednak nie można, że znakomicie buduje napięcie. Tu się oczywiście sprawdza. Ale jest to chwyt stary jak świat.

Znakomite są też zdjęcia, które zmuszają widza do szerszego spojrzenia na obraz danej chwili. Wielkim plusem jest też muzyka, tracąca jednak swą magnetyczną moc w solowym odtworzeniu na np. mp3, ale z ekranowym partnerem tworzy duet idealny. Hans Zimmer stworzył coś świeżego i oryginalnego po serii bliźniaczo podobnych soundtracków. Mnie znowu jednak irytowała tu zbyt częsta gitara, która trochę z resztą się gryzła. Ale to znowu tylko moja opinia.

incepcja1-zmniejszajka_pl

Obsada też się broni, szczególnie fantastyczna Marion Cotillard w najciekawszej roli, postaci prawie do końca niepewnej i tajemniczej. Francuzka trzyma znaną nam formę od wielu już filmów. Dzielnie walczy też Joseph Gordon-Levitt i znany nam z wcześniejszych filmów Nolana, Cillian Murphy. Cobb DiCapria jest trochę bez wyrazu, co jest raczej winą samego aktora niż zarysowanej postaci. Drażni też postać Eamesa, grana przez Tama Hardego. Typowa karykatura żartownisia, którego w filmie z serii Wielki Skok nie mogło zabraknąć. Trochę mało oryginalnie. Ale co ja się będę czepiał.

Nie chcę popadać w recenzji na sprawę tego „Co autor miał na myśli”. W Incepcji Nolan wykorzystał sen bardziej do zabawy w niesamowite efekty specjalne, które, jak już pisałem, są fenomenalne. Nie zapomina jednak o stronie psychologicznej. Jest ona jednak tak zarysowana, że jedni odbiorą ją jako zwykły pretekst do zabawy strony wizualnej, a druga grupa (w tym ja) doszukiwać będzie się ukrytych sensów i metafor. Nolan nie daje nam jednego i jasnego przekazu, ale możliwość, a to bardzo ważne, by widz trochę się wytężył, do samodzielnego doszukania się idei.

incepcja9-zmniejszajka_pl

Nolan stworzył genialne kino sensacyjne, wciągające i porywające. Zbudował film z ogromnym rozmachem i efektami specjalnymi zapierającymi dech (nie zmuszając się przy tym do stworzenia niebieskich ludków J), który bije wszystkie trzy części „Matrixa” razem wzięte. Fabuła przy tym nie jest głupia i prymitywna, ale otwarta, budująca możliwości intelektualne u widza. Znakomite jest też zakończenie (kto widział ten wie co mam na myśli), które mam nadzieję, że nie pokusi Nolana do drugiej części. Chociaż reżyser jest to tak kreatywny, że może nawet udało by mu się nieźle rozegrać kontynuacje. Incepcja jest zdecydowanie najlepszym filmem, jaki widziałem do tej pory w roku 2010.

Posted in Recki, sci-fi, thriller | Tagged , , , | Leave a comment

Komentarze

Zostaw nam komentarz!

Cinemacabra