Słów kilka

Filmowy alfabet vol. 2 #C

W dzisiejszym odcinku trochę szczerości, trochę pieprzu, nieco alkoholu, cuda, a nawet... golizna. Co prawda męska, ale czytają nas również kobiety, c'nie? :)

Filmowy alfabet vol. 2 #C

CINEMA SINS – moje życie towarzyskie jest mniej więcej tak żywe, jak ¾ pierwotnej obsady „Gry o tron” po czwartym sezonie (dla tych, którzy nie oglądają „Gry o tron” – jest tak martwe, jak moralność Waltera White’a w „Breaking Bad” (dla tych, którzy nie oglądają „Breaking Bad”, jesteście poważni? Obejrzyjcie „Breaking Bad”!)), więc spędzam sporo czasu w Internecie. A że Internet równa się głupim filmikom, przejrzałem zawartość YouTube wzdłuż i wszerz. I wiecie co? Na całym tym serwisie nie ma prawdopodobnie innego kanału, traktującego o kinie, który lubiłbym bardziej. Honest Trailers? Niezłe, ale ostatnimi czasy forma zaczęła siadać. Tymczasem Cinema Sins z każdym miesiącem i każdym filmikiem nabiera charakteru. Na czym to cudo polega? Ano twórcy biorą pod lupę obraz, o który albo prosiła publika, albo który wybrali sami, i wyciągają z niego każdą najmniejszą drobnostkę, o którą można się przyczepić. Wiem, co teraz powiecie – zwyczajne małostkowe malkontenctwo! Pewnie macie racje, ale kanał trafia idealnie w moje gusta. Przede wszystkim dlatego, że nie traktuje się serio – owszem, część wyliczanych „grzechów” to fabularne dziury albo drętwe aktorstwo, ale znacznie więcej z nich to bzdury, które wymyślają sobie autorzy. Natalie Portman nie jest moją dziewczyną w danej scenie? GRZECH! Bryan Cranston umiera w „Godzilli” zbyt wcześnie? GRZECH! Cameo Wolverine’a w „X-Men: Pierwsza klasa” jest kozackie? MINUS JEDEN GRZECH! Jak mówią sami twórcy, są dupkami (co wyjaśnia nasze duchowe pokrewieństwo), a ich licznik błędów zupełnie się nie liczy. Są produkcje, które mają grzechów parę milionów (obczajcie „The Room”…), głównie przez specjalne „bonusowe rundy”, w których autorzy już całkowicie robią sobie jaja. Czy to dobre źródło wiedzy o filmach? Nie – to zabawny kanał, którego twórcy doskonale wiedzą, że kino to przede wszystkim rozrywka. I mają zupełną rację. No i nienawidzą Michaela Baya – MINUS JEDEN GRZECH! [Miro]

Notatka Mira: poniższy wpis mi się podoba. Może i wulgarny, ale musimy się określić, czy chcemy być Filmwebowym szajsem, czy stroną z jakimś tam swoim charakterem, i osobiście uważam, że rzucenie kurwą tu lub tam nie powinno zaszkodzić naszej reputacji. Ofc bez przesady.

CO, KURWA? – Gdyby Dziesiąta Muza była prawdziwą kobietą, miałaby na twarzy spory pieprzyk. Niektórym by się podobał, innych by irytował. Ale bez niego bogini filmu wyglądałaby jak Arnold Schwarzenegger bez mięśni. Dlatego twórcy dbają o niepowtarzalną urodę swojej pani i raczą widownię momentami, w czasie których do głowy przychodzi tylko jedna, niewybredna myśl. No bo co można pomyśleć, kiedy Vincent Vega odwraca się i strzela Marvinowi w twarz? Że pole rozprysku krwi wyglądałoby inaczej? Albo: jak inaczej skomentować kolejną śmierć w „Grze o tron?”. Można to stosowniej nazwać „zwrotem akcji” lub „elementem zaskoczenia”, ale owym pieprzykiem dziesiątej muzy jest mniej rozbudowana idea. Nie chodzi o zbieranie szczęk z podłogi ani niekontrolowane wybuchy śmiechu, lecz o dwa proste słowa. Trudno tego nie kochać – w końcu nieprzewidywalność to jedna z najważniejszych (i niestety zanikających) cech filmu. Koncepcja „co, kurwa?” ma też ciemną stronę, której ulegli twórcy najnowszych „Gwiezdnych Wojen”. Teraz miecz świetlny, a co później? To będzie jak zbliżenie na pieprzyk. Jeśli ktoś chce się mu przyjrzeć już teraz, nie musi czekać długo. Niedawno ekrany kin nawiedziła ostatnia część „Hobbita”. Dowiadujemy się, jaki będzie koniec (a może początek rodziny?) romansu między elfką i krasnoludem. Zresztą „co, kurwa?” wciąż pozostaje najlepszym komentarzem dla tego wątku. Są chyba jakieś granice, nie? [Krzysiek]

CHRISTMAS – Święta, święta, i po świętch. A jak święta, no to Christmas. Ale nie chodzi o żadne piosenki, którymi jesteśmy otoczeni od miesiąca i filmy, które wypełniają ramówkę, a których nikt nie ogląda, bo ogląda się tylko Kevina. Chodzi o ideał mężczyzny – Jasona Stathama, który w „Niezniszczalnych” wciela się w rolę najemnika Lee Christmasa. Scenariusze kolejnych części tej serii nie są zbyt skomplikowane. Dużo mięśni, dużo wybuchów, walka dobra ze złem i złośliwości członków bandy wobec siebie. Przekładając na moje, czyli kobiece potrzeby: dużo bicepsów Christmasa, dużo pojedynków/pościgów/wybuchów w których bierze czynny udział, jego dobre serce i poczucie humoru. Christmas jest głównym przyjacielem Barneya Rossa (Sylvester Stallone), jego prawą ręką, a zarazem źródłem docinek wobec szefa. W trzeciej części jest go mniej niż w poprzednich, ale można sobie to rekompensować faktem, że nie występuje w wątkach romantycznych. Wcale bym się nie zresztą zdziwiła, gdybym się dowiedziała, że Statham jest w obsadzie głównie po to, by przyciągnąć damską widownię. Podejrzewam, że w filmach skierowanych do mężczyzn to jedyny magnes, który przyciągnie kobiety do produkcji. Dla mnie akurat to nie problem – zawsze jest silny, milczący, niezależny, raczej z poczuciem humoru. Jako Christmas dodatkowo walczy o dobrą sprawę. Ideał. Dobrze wygląda i bez koszulki i nago.
I sprzeciwiając się słowom ze wstępu, zakończę banalnie: All I want for Christmas is Jason Statham. [Magda]

CUDOTWÓRCZYNI – Pomyślałam sobie, że skoro już piszę tutaj swoje kilka słów to zamiast pisać o filmie, który wszyscy znają przemycę to jakiś mało znany film warty obejrzenia. Możliwe, że jakaś mała grupka naszych czytelników czyta ten alfabet by znaleźć jakiś „nowy”, ciekawy film. Nie koniecznie o morderstwach i wyrastających z czoła rogach. Śpieszę z pomocą. „Cudotwórczyni” film z 2000 roku na podstawie film o tym samym tytule z 1962 roku. Biografia Hellen Keller, która w dzieciństwie została głuchoniema i straciła kontakt ze światem. Z pomocą młodej nauczycielki i jej niekonwencjonalnych metod udaje jej się poczynić ogromne postępy. Nie streszczam nic więcej. Obyczajowe filmy kostiumowe (zwłaszcza te mało komercyjne) mają często to do siebie, że ciągną się i o ile w między czasie nie wyszywasz reprodukcji „Ostatniej wieczerzy” haftem krzyżykowym zanudzają na śmierć. Tutaj jak na taką produkcję film ogląda się z zaciekawieniem przede wszystkim ze względu na przypadek w nim opowiedziany. Świetna rola 8-letniej wówczas Hallie Eisenberg, która jest bardzo w niej przekonująca. Jeśli lubisz filmy, które niosą ze sobą trochę wrażliwości i opowiadają o zmaganiach ludzi z chorobami i trudnościami to film, który powinieneś/aś obejrzeć. A jeśli lubicie dodatkowo stare filmy, czarno-białe to wersja z ’62 też jest warta obejrzenia. Mimo, że podobno bardziej „teatralna”. [Patrycja]

CYDRIANIZM – czyli religia, na którą przeszedłem w minione wakacje :) O filmach i grach piszę od 2007 roku, ale to wbrew pozorom nie jest jedyną pasją w moim życiu. Pewnie, jestem geekiem, ale jak każdy człowiek lubię również suto zjeść i dobrze wypić. Pierwotnie planowałem recenzować (nie na cinemacabrze, spokojnie :P) limitowanie edycje różnych produktów spożywczych, których swego czasu wysypało jak grzyby po deszczu, ale koniec końców postanowiłem wciągać mniej syfu kosztem lepszego samopoczucia i zdrowia. Co nie zmienia faktu, że w wakacje miałem jeszcze nieco luźniejsze podejście do diety i będąc w Pradze zakochałem się w cydrach (niesłodzonym alkoholu na bazie jabłek, bądź samym ich soku), które przy mojej niechęci do piwa okazały się wyśmienitą alternatywą podczas promilowych eskapad na miasto. Kto ma mnie w znajomych na facebooku, ten zauważył moje liczne recenzje trunków, które próbowałem podczas moich wakacyjnych (i nie tylko) podróży po Polsce i poza jej granicami. Do tej pory w moje łapki trafiło pięćdziesiąt rozmaitych jabłeczników, które w znacznej większości pokrótce opisałem na swoim profilu. Cinemacabra nie jest stronką o jedzeniu, zatem wkleję poniżej jedynie podsumowanie moich kulinarnych przemyśleń, być może przyda Wam się podczas zakupów, naturalnie jeśli zdacie się na moje gusta :) Wybaczcie tematykę niezwiązaną z mediami, ale traktuję Alfabet Cinemacabry jako swoisty Hyde Park, a kolejnego wpisu o „comicsach” pewnie już byście nie znieśli xD
Co nie znaczy, że ich zabraknie, w końcu jestem niepoprawnym maniakiem… [Pawlik]

TOP 10:
1. Kingswood (butelka, Czechy) – 10/10
2. Dobroński cynamonowy (butelka) – 9/10
3. Thatchers (nalewak) – 8/10
4. Dobroński (butelka) – 8/10
5. Cydr Polski Klasyczny (butelka) – 8/10
6. Loic Raison Doux (butelka, Francja) – 8/10
7. Dobroński gruszkowy (butelka) – 7.5/10
8. Cydr Polski Rumiany (butelka) – 7.5/10
9. Strongbow Gold (butelka) – 7.5/10
10. Dzik (butelka) – 7.5/10

Poza podium:
– Crowmoor Extra Dry (butelka) – 7.5/10
– Stassen Cidre Doux (butelka) – 7.5/10
– Fizz gruszkowy (nalewak) – 7/10
– Cidre de la France Herb (butelka) – 6.5/10
– Lubelski Młody 2014 – (butelka) – 6.5/10
– Meli Melum (butelka) – 6.5/10
– 7 Sadów z owocami leśnymi (butelka) – 6.5/10
– Rekorderlig z owocami leśnymi (puszka, Czechy) – 6.5/10
– Rekorderlig z mango i truskawką (puszka, Czechy) – 4/10
– Lubelski z miodem (butelka) – 5.5/10
– Lubelski (butelka) – 3.5/10
– Warka Perry (firma Warwin, butelka) – 6/10
– Warka Cydr (firma Warwin, butelka) – 3.5/10
– Cider Smiler Honey (butelka) – 6/10
– Stassen z czerwonymi owocami (butelka) – 6/10
– Stassen z bzem i limonką (butelka) – 4/10
– Cider-X (butelka) – 4.5/10
– Miłosławski (butelka) – 3.5/10

Siarka kanałowa (nie tykać):
*ogólnie wszystko, co pochodzi z rozlewni Warwin i Kamron*
– Desire Cider (butelka) – 1/10
– MyCider (butelka) – 1/10
– Złoty Sad (firma Warwin, butelka) – 1/10
– Warka z owocami leśnymi (firma Warwin, butelka) – 1/10
– Joker z owocami leśnymi (butelka) – 1/10

Winiacze:
– CiderInn Głębszy (butelka) – 6/10
– CiderInn Wytrawny (butelka) – 5.5/10
– CiderInn 2xGłębszy (butelka) – 5/10
– Thatcher’s Somerset Rose (butelka, Anglia) – 4.5/10
– Sheppy’s Kigston Black (butelka, Anglia) – 4/10
– Sheppy’s Dabinett Apple (butelka, Anglia) – 3.5/10
– Ignaców (butelka) – 3.5/10

Dla piwoszy:
– Kiss Dry Premium Apple Cider (butelka) – 7.5/10
– Magners (aka. Bulmers, nalewak, Czechy) – 7/10
– app! (butelka) – 6.5/10
– Stassen (butelka) – 6/10
– Stassen z gruszką (butelka) – 6/10
– Green Mill (butelka) – 4/10

Napoje piwne:
– Somersby jabłko (napój piwny, butelka) – 6.5/10
– Somersby jeżyna (napój piwny, butelka) – 6.5/10
– Somersby gruszkowy (napój piwny, puszka, Czechy) – 4.5/10

Inne:
– Disney Fairies Apple (butelka) – 9/10

Posted in Felietony | Leave a comment

Komentarze

Zostaw nam komentarz!

Cinemacabra